„En” i „ek” – pielgrzym niczym emigrant

Jak długo pozostajemy w ciele, jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana.

To zdanie Pawłowej korespondencji zapisane w Drugim Liście do Koryntian jest istnym majstersztykiem jego pisarskiego kunsztu, który tak trudno oddać tłumaczeniem, a który swą pełną głębię treści pokazuje dopiero wtedy, gdy czytamy grecki oryginał.

Św. Paweł użył dwóch harmonijnie brzmiących czasowników: endemein i ekdemein. Rdzeń demein sięga rzeczownika demos, który oznacza „lud”, „naród”. To od niego budujemy tak bardzo ważny w dzisiejszej rzeczywistości rzeczownik „demokracja”. Przedrostek „en” każe wpisywać sens słowa w jego środek, a „ek” wyprowadza go na zewnątrz. Endemein to u znaczeniowego rdzenia „pozostawać wewnątrz” ludu czy narodu, a ekdemein – „być na zewnątrz” jako cudzoziemiec, ale też pielgrzym. Zwrot „endemein w ciele” – zamieszkiwać w ciele – rodzi ciekawy paradoks. Człowiek „en” jest wewnątrz, ale w istocie poza sferą Pana, bo pozostaje w obszarze cielesnym, dalekim od zbawczego dzieła odkupienia. Z kolei ten, którego tłumacz nazywa „pielgrzymem”, jest „ek” (ekdemein), a więc „poza” ludem czy narodem. On z perspektywy zbawczej jest bliski Panu.

Zdaje się, że te Pawłowe obserwacje doskonale harmonizują z nauczaniem Pana Jezusa, który mówił tak bardzo wbrew logice doczesnych zysków: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa”. Zachować w optyce zbawienia znaczy stracić, a stracić znaczy zachować. Tej logiki nie można zrozumieć bez krzyża – po ludzku narzędzia klęski, a w optyce Bożego planu zbawienia tronu Zbawiciela i znaku zwycięstwa. Dopiero w tym kontekście jasne i czytelne jest pouczenie Apostoła Narodów, który pisze chrześcijanom Koryntu: „Dlatego też staramy się Jemu podobać, czy to gdy z Nim, czy gdy z daleka od Niego jesteśmy. Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa”. O ostatecznym miejscu każdego z nas w chwale zbawionych, „przed trybunałem Chrystusa”, zdecyduje ostatecznie poprawne odczytane i realizowane w codzienności owych ek- i endemein.

«« | « | 1 | » | »»
  • nika
    11.08.2019 11:57
    Bardzo ciekawe... Aż by się chciało postudiować teologię, a może nawet bardziej - języki biblijne, żeby dotrzeć do sensu oryginału. Ale w tym wieku..... Dobrze, że są inni, którzy się z nami ta wiedza dzielą. dziękuję. A tak na marginesie - niestety, często mam poczucie, że tłumacze "poprawiają" tekst Pisma Św., nadając mu to znaczenie, jakie sami uważają za poprawne. Jakby się bali, że Pan Bóg mówi za ostro, za stanowczo, że coś nie wypada itp... Ot choćby panny z lampami - one nie były rozsądne i nierozsądne czy nieroztropne, one były po prostu - mądre i głupie. Tak jak uczniowie w drodze do Emaus usłyszeli, że są głupi i leniwego serca. Nie bójmy się takich słów. One są nam na zdrowie. Bardzo bardzo szkoda mi takich "poprawek"...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.