Obraz ojca

Pierwotnie ojciec spełniał rolę kapłana w klanie rodzinnym. Tak było również u Izraelitów.

Zazwyczaj rola ojca jest trudniejsza do uchwycenia niż rola matki (...) jej kontakt z dzieckiem jest bardziej „namacalny”, na początku wręcz fizyczny. Ojciec natomiast stoi z boku, jest opiekunem zarówno matki, jak dziecka, a następnie kształtuje w dziecku zasadniczą postawę wobec świata, wprowadza je w życie społeczne, uczy poczucia własnej godności, zrozumienia wartości i wytrwałego ich realizowania w życiu. Istotne jest pytanie: Jaki powinien być ojciec, by właściwie kształtował swoje dzieci?

Model ojca, jaki mamy w naszej tradycji, model patriarchalny, ma swoje zakorzenienie sięgające poza historię naszego narodu czy nawet kultury, bowiem sięga przekazu biblijnego oraz tradycji grecko-rzymskiej. W samej Biblii mamy różne obrazy ojca. Z jednej strony jest on kimś, kto ma ogromną władzę, czasami wręcz absolutną. Jeżeli np. Abraham mógł swoje dziecko ofiarować, to widać miał przekonanie, że ma prawo to zrobić. Bóg mu tego ostatecznie zakazał, ale przecież miał zamiar zabić Izaaka i złożyć go na ołtarzu! Dla niego osobiście był to dramat, bo przecież Izaak był jego umiłowanym synem, niemniej sam zamysł ofiarowania go, potraktowania jak zwierzęcia ofiarnego świadczy o istnieniu w tym czasie absolutnej władzy ojca nad dzieckiem. W Biblii zresztą można znaleźć więcej przykładów takiej absolutnej władzy. Mamy np. przykład rzeczywistej ofiary ze swojego dziecka, którą złożył Jefte ze swojej córki (zob. Sdz 11,30–40). Niemniej nawet przy takiej tradycji nie oznaczało to, że ojciec wykorzystywał swoją władzę, że bardziej był władcą niż kochającym ojcem.

Ta szczególna rola ojca, która się powtarza także w innych religiach, wydaje się wiązać z religijną funkcją ojca. Pierwotnie spełniał on rolę kapłana w klanie rodzinnym. Tak było również u Izraelitów. Jego władza absolutna wiązała się prawdopodobnie z tą sakralną władzą, a jednocześnie przez sakralność ojciec, a właściwie patriarcha rodu, niejako zastępował boga w życiu rodu. Wyodrębniona funkcja kapłana w społeczności pojawiła się prawdopodobnie później, ale tak jak to widzimy w relacji o Abrahamie, obie realizacje kapłańskiej funkcji czy to przez patriarchę rodu, czy kapłana pełniącego funkcję w świątyni istnieją obok siebie. Abraham sam składa ofiarę, budując ołtarze na miejscach, gdzie się zatrzymuje, ale jednocześnie sam składa dziesięcinę na ręce Melchizedeka, kapłana Boga Najwyższego (zob. Rdz 14,18–20). Pierwotnie zatem powiązanie ojca z bogiem było niejako oczywiste.

Jednak sama sakralna władza ojca nie musiała się wyrażać bezwzględną dominacją. W Biblii spotykamy także inne oblicze ojca. Bardzo pięknym świadectwem miłości ojca do syna jest Dawid w jego miłości do Absaloma. Pamiętamy, że Absalom uknuł spisek przeciw ojcu, chcąc go zabić i zawładnąć jego tronem. W tym celu wyprawił się z wojskiem na Dawida. Kiedy jednak podczas bitwy Absalom zginął, Dawid rozerwał swoje szaty, wołając w płaczu:

"Synu mój, Absalomie! Absalomie, synu mój, synu mój! Obym ja umarł zamiast ciebie! Absalomie, mój synu, mój synu!" (2 Sm 19,1).

Dawid w swoim żalu jest wspaniałym obrazem Boga w jego miłości do nas. Tę miłość realizuje potem w Jezusie Chrystusie:

"Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3,16).

Obrazem takiego ojca jest także miłosierny ojciec z przypowieści ewangelicznej z Łk 15. W tym opowiadaniu ojciec łamie wszystkie przyjęte konwencje. Sam wybiega na spotkanie syna i rzuca mu się na szyję, przywracając mu utraconą godność, nie dając mu nawet do końca wypowiedzieć swojej prośby o przebaczenie. Ojciec zaskakuje wszystkich swoim miłosierdziem, łamie w ten sposób tradycyjny obraz ojca-władcy, ojca-sędziego, za którym tęskni jeszcze starszy syn z tej przypowieści. Jednak i do niego miłosierny ojciec wyszedł z miłością, tłumacząc mu, dlaczego tak postąpił. Ponadto zwrócił się do niego, uświadamiając mu niezmiernie głęboką prawdę: "Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy" (Łk 15,31). Ojciec uświadamia starszemu synowi głębię więzi z nim. Kiedy to oświadczenie ojca przeczytamy w kontekście modlitwy arcykapłańskiej Pana Jezusa, w której On mówi: "Wszystko bowiem moje jest Twoje, a Twoje jest moje" (J 17,10), co wyraża komunię, całkowitą wzajemną jedność Ojca z Synem, to ojciec miłosierny zaprasza syna właśnie do takiej więzi z sobą.

Pierwszą zasadniczą cechą ojca z przypowieści ewangelijnej jest wierność miłości i wszystkim wartościom, które są z nią związane. Ojciec jest stróżem wartości. Jednak nie przez ich narzucanie innym, lecz konsekwentnie wierny tym wartościom pragnie, aby one stały się osobistymi wartościami dziecka, aby ono samo je odkryło i według nich postępowało. Nie da się tego zrobić inaczej jak tylko przez osobiste świadectwo. Samemu nie można przeczyć tym wartościom przez stosowanie przemocy. Wartości prawdziwie wzrastają w sercu człowieka w wolności.

Taka konsekwentna postawa ojca musi się liczyć z ogromnym niebezpieczeństwem: dziecko może w wolności odrzucić ojca i zginąć w świecie. Tak właśnie stało się z marnotrawnym synem. Ojciec w miłości w imię uszanowania wolności dziecka działa jak gdyby wbrew sobie, pozwalając dziecku odejść. Można powiedzieć, że w pewnym sensie ojciec pozwala śmiertelnie zranić się w miłości, pozwala, aby odebrano mu syna, a tym samym jego miłość. Jedyne, co mu pozostaje, to wiara i ufność, że syn kiedyś zrozumie i wróci. W momencie wypuszczania dziecka na świat nie widać żadnych znaków wskazujących na dojrzałość syna. Jego nadzieja jest wbrew rozsądkowi, wbrew naturalnej nadziei. Ojciec zawierza samej sile wartości i musi być cierpliwy i wytrwały w miłości.

Zobaczmy, że tak działa Bóg w odniesieniu do nas: daje nam swojego Syna Jedynego:

"Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. 17 Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony" (J 3,16–17).

To oddanie się nam w Synu bez reszty jest nie do pojęcia! Przerasta wszelkie wyobrażenie. On przecież wie, jacy jesteśmy, wie, co zrobimy z Jego Synem, a jednak wierzy. W przypowieści o przewrotnych dzierżawcach właściciel winnicy, który jest obrazem Boga, po szeregu doświadczeń odrzucenia, a nawet zabicia posłańców "mając jeszcze jednego, ukochanego syna, posłał go jako ostatniego do nich, bo sobie mówił: Uszanują mojego syna" (Mk 12,6).

Można powiedzieć po ludzku: „Co za naiwność!” Ale właśnie tak postępuje Bóg, który jest Ojcem! Jednocześnie Pan Jezus powiedział nam, że to jest jedyny Ojciec:

"Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie" (Mt 23,9).

Jest to zdanie, które może czasem przerazić, bo odbiera nam jak gdyby rodzonego ojca, bliskiego i bezpośrednio doświadczanego. Jednak w sytuacji negatywnego doświadczenia ojca, to zdanie staje się ratunkiem dla wielu, ono potrafi uzdrowić. Jeżeli prawdziwym ojcem jest jedynie Ojciec niebieski, to każdy inny ojciec jest tylko lepszym lub gorszym jego obrazem! Jest to niezmiernie ważne stwierdzenie, bo wskazuje, gdzie należy szukać lekarstwa na zranienia wynikłe ze złego doświadczenia swojego ojca. W istocie jedynym lekarzem dla człowieka jest tylko Bóg. Inni mogą pomóc, przygotować do leczenia, ale jedynym lekarzem jest tylko Bóg.

Jednocześnie obrazem Boga Ojca jest nie tylko nasz ojciec, ale sami także jesteśmy obrazem Boga dla innych. Posiadamy w sobie Jego odbicie, które jest naszym wewnętrznym skarbem. Jeżeli nawet nasz ojciec zatarł w nas obraz ojca, to jednak przez stworzenie istnieje w nas niezatarty obraz jedynego Ojca. Zawsze możemy do niego wrócić. I tak się często dzieje w życiu ludzi. Czasem jest tak, że mężczyzna leczy swoje zranienie w relacji z ojcem przez więź ze swoim synem. Można powiedzieć nawet więcej: Bóg chce, abyśmy u Niego się leczyli. Taka była odpowiedź Pana Jezusa na zarzut faryzeuszy, że jada z celnikami i grzesznikami: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników" (Mk 2,17). Otwarcie się na ojcostwo Boga staje się lekarstwem na nasze zranienia.

*

Fragment książki „Być ojcem”

Włodzimierz Zatorski OSB (ur. 1953) benedyktyn, fizyk, teolog, filozof. Ukończył studia z fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim (1980 r.) Od 1980 w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu, (śluby wieczyste złożył w 1984 r.). Założycieli wieloletni dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów „Tyniec”. Od 2005 do 2009 przeor w Tyńcu, 2010-2013 mistrz nowicjatu. Od 2015 szafarz (ekonom) klasztoru. Od 2002 roku prefekt (opiekun) oblatów świeckich przy Opactwie w Tyńcu. Autor ponad 40 tytułów książkowych w tym 3 tytuły z zakresu duchowości lidera: „Podstawy duchowości lidera” (2011), „Duchowość lidera. Wybrane zagadnienia” (2014), „Duchowe dylematy lidera” (2017).

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.