I znowu ten sen

Z pustynnej oddali spoglądam na bruegelowską wieżę Babel. Nie jestem jednak sam. Tuż obok stoi bowiem Chrystus, wskazujący mi tę monumentalną budowlę...

Bez słów. Jest tylko Jego obecność, Jego gest i ten niezwykły pejzaż biblijnej krainy Szinear.

Budzę się. Chyba wiem, o co chodzi. Zresztą trudno byłoby się nie domyślić. Wystarczy spojrzeć na biurko, na którym piętrzy się sterta książek. Chorwacki, hebrajski, hiszpański… - ostatnio poszło to w kierunku języków na literę „h”, choć przecież są jeszcze inne. Właściwie nie ma dnia bez czeskiego radia, rosyjskiego filmu, niemieckiego stend-upu, fragmentu amerykańskiego talk-show, ecc. Dzięki Ci, Boże, za to starotestamentalne pomieszanie języków, bo co ja bym robił, gdyby „mieszkańcy całej ziemi mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa”?!

Tego dnia wyjątkowo często wracam myślami pod wieżę Babel. Coś nie daje mi spokoju. Każe szukać tego, co biblijne. W Biblii? Też. Ale przede wszystkim wokół siebie.

Idąc do pracy, zmieniam więc nieco trasę i zamiast, po wyjściu z katowickiego dworca, skręcić w lewo, idę prosto, pod kościół garnizonowy. Na chwilę zatrzymuję się przed figurą Maryi, którą lata temu obraliśmy sobie z żoną na swoistą patronkę naszego związku. Bardzo lubię tę rzeźbę. Szkoda tylko, że jest tak zakratowana. A i jej „słowiańskość” jakoś mi się jednak z dzisiejszym snem nie klei.

„Miriam, bądź spokojna” – na odchodne przypominają mi się jeszcze słowa z „B’ezrat Haszem!” Marii Peszt. Muszę znowu (który to już raz?) przypomnieć sobie to opowiadanie. Ale to później. W domu. Jeśli nie zapomnę.

Teraz idę dalej. Na chwilę wpadam do redakcji, by powysyłać nagrody czytelnikom, poodpowiadać na maile, zaktualizować serwisy. „Na Biblię” znajduję dziś materiał o medytacyjnej podróży do Ziemi Świętej. Może to o to chodzi? Może sam powinienem się w taką podróż/niepodróż wybrać?

Ale nie. Chyba nie. Nie jestem przekonany…

Po wyjściu z pracy spoglądam na katedrę. Pierwsze biblijne skojarzenie - bohomaziate stworzenie świata nad jednym z wejść bocznych. Nawet je lubię, ale z pewnością nie tak, jak „Ucieczkę do Egiptu” z Mariackiego. Pewnie i tam dziś zajrzę, ale to dopiero za czas jakiś. Teraz jednak, oswojonym i rozpracowywanym przez lata labiryntem katowickich ulic i uliczek zmierzam do Śląskiej. Bo coś by znowu trzeba dorzucić do Filmów wszech czasów. Może jakiegoś Hitchcocka? Może Nową Falę? (Czemu nie myślę tego dnia o filmie biblijnym?).

W każdym razie, w ten chłodny, październikowy poranek, energicznym krokiem zmierzam do biblioteki. By pogrzebać, poczytać, „posznupać”… Uśmiecham się, mijając ławeczkę Stanisława Ligonia (Karlika z krykóm i bojkami), nie spodziewając się jeszcze, jaki numer wywinie mi za chwilę. Kilka wspomnień z czasów studenckich pojawia się pod Wydziałem Filologicznym. Na Francuskiej, jak zwykle, Feliks Netz „zza grobu” przypomina o poezji: - Czytaj, szukaj, pamiętaj – miesięcznik „Śląsk”! – zdaje się mówić. Hmmm…

Jeruzalem, Jeruzalem,
do ciebie lecę jak anioł do
Oblubienicy Pańskiej, na skrzydłach,
schodząc z wysoka szybko,
tak szybko jak zeszło mi życie.

Może to to? Może powinienem ponownie zaczytać się we współczesno-biblijnych wierszach ks. Szymika, w których „w Jerycho, / rozżarzoną nocą / tańczą palestyńskie nastolatki, / chłopcy i dziewczęta, / do ichniejszego disco polo”?

Gdy wreszcie docieram do biblioteki, wszystko staje się jasne. Z Bramy Damasceńskiej wychodzi mi na spotkanie młoda palestyńska dziewczyna z dzieciątkiem. Mijam karawany, pasterzy, Beduinów; wielbłądy przy studni Maryi; groby Racheli i Samsona. Zaglądam do stajni Salomona i na podwórze w arabskim domu. Wreszcie, na tarasie Domu Piłata, spotykam Stanisława Ligonia. Jakim cudem?   

Od kilku dni w holu Biblioteki Śląskiej prezentowana jest wystawa zdjęć z Ziemi Świętej, które w czasie II wojny światowej zrobił Stanisław Ligoń. Malarz, działacz, polityk. Pisarz i satyryk. I najwybitniejszy śląski radiowiec w dziejach. Ikona. Gigant! – jak mówi mi o nim Henryk Grzonka, pomysłodawca wystawy, na której po raz pierwszy widzimy dokonania Ligonia jako fotoreportera.

W galerii poniżej zamieszczam kilka wybranych reprodukcji, spośród 257 zrobionych przez Ligonia w Palestynie. Kilkadziesiąt z nich prezentowanych jest na wystawie w Bibliotece Śląskiej. Ponad setka znalazła się w publikacji Henryka Grzonki, towarzyszącej ekspozycji.

Stanisław Ligoń 1879 – 1954. Ziemia Święta w obiektywie Karlika z „Kocyndra” – taki tytuł nosi to efektowne wydawnictwo, będące zarówno biografią Ligonia, jak i katalogiem z wystawy.

Jako się rzekło, w drodze powrotnej wstępuję jeszcze na chwilę do kościoła Mariackiego, by popatrzeć na mój ukochany, arcyśląski (bo „betlyjkowy”) obraz Unierzyskiego. Ale już tam, we wnętrzu świątyni - nie mogąc się doczekać tramwajowej lektury - wyciągam z plecaka katalog, którym mnie dziś obdarowano i raz jeszcze wpatruję się w niezwykłe, ligoniowe kadry sprzed dekad. Na pustawą, momentami oniryczną wręcz Ziemię Świętą.

Dokładnie taką, jak z mojego snu…   

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama