O ile nie dziwi zachowanie Daniela, postawa Jezusa wprowadza w zakłopotanie. Choć nie powinna.
Czyż historia zbawienia nie jest naznaczona wyciągniętą w obronie człowieka ręką Boga? Od grzechu Adama, śmierci Kaina, sprzedaży do niewoli Józefa, upadku Dawida…? Za każdym razem, gdy człowiek ginie, widzi nad sobą ratującą rękę.
Dlatego śpiewamy na zakończenie dnia: wejrzyj, obrońco nasz, Boże, i wrogie oddal zasadzki; kieruj Twoimi wiernymi, boś własną Krwią ich odkupił.
Tak, „mamy obrońcę wobec Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego” (1J 2,1). Dlatego podczas każdej Eucharystii niejako chowamy się za Jego plecami, z wiarą i pokorą prosimy: „wejrzyj, Boże, na tę Ofiarę” (V ME), mając nadzieję, że dokonuje się cud usprawiedliwienia ze względu na Jego Krew. Usprawiedliwienia nie mającego nic wspólnego z pobłażaniem słabości. Usprawiedliwienia będącego owocem miłości. To ona, tylko ona, usprawiedliwiająca, broniąca miłość, jest w stanie podnieść nas z grobu grzechów, wrócić na drogę Ewangelii.