Bóg, na szemranie człowieka, ma tylko jedną odpowiedź: „sporządź węża”. I dalej: „jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego”.
Być może dlatego święci przedstawiani na obrazach (święci, czyli wiedzący, że są grzesznikami), z takim uporem, ufnością, wpatrują się w krzyż. Być może dlatego z taką wiarą patrzymy na Hostię, widząc w niej ocalenie nie tylko w naszej doczesności – przede wszystkim wieczności.
A tym, co nam grozi najbardziej, nie są kolejne upadki. Najgroźniejsza jest niewiara w moc ocalającego Boga. W przedziwną potęgę krzyża. To ona, niewiara, może sprawić, że pomrzemy w grzechach. Choć tak bardzo chcielibyśmy żyć na wieki.
Dlatego, z wzrokiem utkwionym w Wywyższonym, powtarzajmy za dwunastowiecznym biskupem-poetą: „Nie karz mnie wedle zła popełnionego, nie wymagaj ode mnie rachunku za dług, lecz przebacz moją winę, jak przebaczasz tym, którzy przebywają w kraju, z którego wygnano nadzieję (…) Wzmocnij mnie pod opieką świętego Znaku zawsze zwycięskiego i oświeć mnie jego światłem, gdy pojawi się na wschodzie” (Święty Nerses Šnorhali).