Czytamy proroka: „zbieram ich ze wszystkich stron, i prowadzę ich do ich kraju. I uczynię ich jednym ludem w kraju, na górach Izraela” i wybiegamy myślą ku Ostatniej Wieczerzy. „Aby byli jedno, aby świat uwierzył”. Czyli znów prorok: „Ludy zaś pogańskie poznają, że Ja jestem Pan, który uświęca Izraela”.
Dziwnie brzmią zapowiedzi i dobra nowina o ich spełnieniu w świecie coraz bardziej podzielonym, żyjącym z polaryzacji, w którym nawet chrześcijanie przypominają walczące ze sobą plemiona.
Zapominamy, że podstawą jedności nie są idee, pomysły na naprawę świata, polityczne wizje, kolor skóry czy język. Podstawa jest jedna: „Jezus ma umrzeć za naród, i nie tylko za naród, ale także po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno”.
Nie gromadzą nas idee. Gromadzi nas Krew Baranka. Orędująca za nami, poświęcająca „domy wierzących”, przywracająca „niewinność upadłym, a radość smutnym”. Bo lepiej to dla nas „aby jeden człowiek umarł za lud, niżby miał zginąć cały naród”.