Błogosławiony cwaniak

Bóg nie zawsze wspiera tylko kryształowo uczciwych. A bez Jego błogosławieństwa człowiekowi nic nie wychodzi jak trzeba.

Reklama

Rozważania na temat powstania Księgi Rodzaju, które znaleźć można w początkowych artykułach niniejszego cyklu o Księdze Rodzaju mogą się wydawać niewiele wnoszącą pisaniną. No bo jakie – teoretycznie – znaczenie ma to, że księga ta jest kompilacją kilku wcześniejszych tradycji? Ich wagę dostrzega jednak ten, kto rzeczywiście próbuje Księgę Rodzaju czytać. Redaktor nie usunął niekonsekwencji, jakie złożenie w całość kilku różnych narracji ze sobą niesie. Tak jest np. na początku 28. rozdziału tej księgi. Gdy czytelnik jest przekonany, że Jakub udaje się do Charanu, by uciec przed swoim bratem, nagle w opowiadaniu pojawia się zupełnie inny powód podróży. Oto Rebeka mówi do Jakuba „Sprzykrzyło mi się życie z córkami Cheta” – nawiązując do małżeństwa swojego starszego syna z dwiema Chetytkami. „Jeżeli jeszcze Jakub weźmie sobie którąś z córek Cheta (...) to już nie będę miała po co żyć (27, 46). Jak było naprawdę?

Redaktor Księgi Rodzaju pewnie zadawał sobie to samo pytanie. Wszak dokonywał kompilacji  wiele setek lat po tym, kiedy działy się opisywane w tradycjach wydarzenia.  I, o dziwo, nie skreślił jednego z wątków. Wybrał oba. Bo oba były dla niego przejawem szacownej tradycji. Gdyby Kościół  zdecydował się później na podobny krok, mielibyśmy jedną Ewangelię, pełną podobnych niekonsekwencji. Na szczęście za natchnione uznał wszystkie cztery, nie wchodząc w rozróżnienia, która z nich bardziej wiarygodnie opisuje szczegóły działalności Jezusa. Ale i Księgę Rodzaju możemy dziś czytać w podobnym duchu: zamiast zżymać się na niekonsekwencje, zobaczyć całe jej bogactwo i dostrzec przesłanie, które ze sobą niesie. Bóg potrafi wpisać się w historię każdego, nawet mało szlachetnego człowieka tak, by stała się ona częścią Bożego planu.

Małżeństwo jak handlowy kontrakt

Przyzwyczajeni do filmowych romansów, w których małżeństwo może być jedynie owocem zakochania się od pierwszego wejrzenia, możemy burzyć się na panujące w tamtych czasach zwyczaje. Nieważne było, czy Jakubowi spodobałaby się jakaś Chetytka (zrównana tu z Kananejką). Matka nie mogłaby na nią patrzeć, a i ojciec nie byłby zadowolony. Jakub musiał więc udać się po żonę w daleką podróż do Paddan-Aram, do rodziny swojej matki. To trochę tak, jakby udawał się na zakupy. „Towar tutaj nie jest dobry, poszukaj  lepszego”. Czy miłość nie miała żadnego znaczenia? Może i miała. Ale rodzina to było małe przedsiębiorstwo. Zatrudniające rodziców, dzieci, ich żony, sługi, służące. A w dobrym przedsiębiorstwie nie ma miejsca na utarczki. Dlatego i Ezaw, widząc postawę swoich rodziców, postanowił wziąć sobie jeszcze jedną żonę. Izmaelitkę. Chyba miał nadzieję, że dzięki niej nie będzie już przez rodziców postrzegany jedynie przez pryzmat swoich dwóch nielubianych żon. Inne czasy, inne obyczaje. Na pewno historia ta nie powinna być jednak usprawiedliwieniem dla tych rodziców, którzy chcieliby wybierać swoim dzieciom życiowych partnerów. Ostatecznie i Jakub, i Laban wybierali sami.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama