Może kasa i dobra zabawa?

Wszystko marność i pogoń za wiatrem. Czy to nie opinia nieudacznika? Czy zabawa, śmiech nie mogą być sensem życia? A może wszystko rozbija się o kasę? Kohelet już to sprawdził.

Reklama

"Z cyklu "szukaj sensu z Koheletem"

W pierwszych dniach stycznia uczniowie przez całe lata zadawali mi skądinąd bardzo miłe pytanie: „Jak się pan bawił na Sylwestra?”. Nieodmiennie odpowiadałem, że bardzo dobrze, ale zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażają dobrą zabawę. Czasem kiwali głową ze zrozumieniem, ale często nie rozumieli, jak cudownym odpoczynkiem jest beztroska rozmowa z przyjaciółmi. Nie wyobrażali sobie innej zabawy niż taneczna impreza zakrapiana alkoholem. Dla części z nich dyskoteka wydawała się jedynym miejscem, w którym są szczęśliwi. Studniówka zaś świętością, która musiała być udana, choćby świat miał się zawalić. Nawet jeśli w rzeczywistości było nieciekawie i trzeba było nadrabiać miną. Nie oni pierwsi i nie oni ostatni weszli w ślepy zaułek myślenia, że zabawa jest sensem życia. Kohelet pisał:

Powiedziałem sobie:
«Nuże! Doświadczę radości
i zażyję szczęścia!»
Lecz i to jest marność.
O śmiechu powiedziałem: «Szaleństwo!»,
a o radości: «Cóż to ona daje?»

Nawet jeśli zabawa przynosi chwile szczęścia, a nie głównie skrywany płacz z powodu samotności w tłumie, wszystko to szybko mija. Pozostaje codzienność, w której pozycja, jaką się miało podczas zabawy, wcale się nie liczy. Nastolatkom wydaje się czasem, że to właśnie szarmancki amant z dyskoteki jest najlepszym kandydatem na męża. Wszystkie przecież wodzą za nim tęsknym wzrokiem, a wszystkie mylić się nie mogą. Dopiero czas pokazuje, że życie to nie zabawa; że umiejętność zachowania się na dyskotece niekoniecznie idzie w parze z odpowiedzialnością za rodzinę. Że alkohol dający chwile euforii podczas zabawy, w codziennym życiu przynosi płacz i nędzę. Kohelet pisze:

Postanowiłem w sercu swoim
krzepić ciało moje winem -
choć rozum miał zostać moim mądrym przewodnikiem -
i oddać się głupocie, aż zobaczę,
co dla ludzi jest szczęściem,
które gotują sobie pod niebem,
dopóki trwają dni ich życia.

Czy te chwile „pełni życia”, kiedy wino czy wódka rozpalają serce i rozum, mogą nadać życiu sens? Wszak poczucie lekkości szybko zamienia się w otumanienie i otępiałość. A wtedy nawet proste myśli wydają się mieć ciężar ołowianych odważników. Następnego dnia przychodzi codzienność jeszcze bardziej szara, bo przytłoczona bólem głowy i nudnościami. Jak to śpiewał Kaczmarski? „Po huśtawce mdłość i smutek choćbyś nawet co dzień walił głową w stół”. Najlepsza zabawa nie wypełni pustki człowieczego serca…

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama