Warte trochę bardziej

Co w życiu warto? Są sprawy już na pierwszy rzut oka warte niewiele. Jak wielkie pieniądze. Ale są i takie, które wydają się bezcenne. Jak przyjaźń. Ale co znaczą z perspektywy końca w zimnym grobowcu?

Reklama

Z wdzięcznością myślę o swojej żonie. Ileż to razy robiła za mnie coś, gdy brakowało mi chęci czy sił? Pewnie i ona, choć siły wydaje się mieć niespożyte, podobnie myśli o mnie. Bo dwojgu zawsze jest lepiej.

Z podobną wdzięcznością myślę o przyjaciołach. Zazwyczaj tylko cieszę się, że są. Ale czasem faktycznie potrzeba mi ich wsparcia. Może się człowiekowi wydawać, że jest samowystarczalny. Ale to nieprawda. Pomoc bliskich naprawdę jest nieoceniona. Pisze Kohelet:

Lepiej jest dwom niż jednemu,
gdyż mają dobry zysk ze swej pracy.
Bo gdy upadną, jeden podniesie drugiego.
Lecz samotnemu biada, gdy upadnie,
a nie ma drugiego, który by go podniósł.

Zwłaszcza w sytuacjach trudnych, w ciężkiej walce z siłami przyrody czy z wrogiem, lepiej zawsze dwom albo trzem.

Również, gdy dwóch śpi razem,
nawzajem się grzeją;
jeden natomiast jakże się zagrzeje?

To nie pochwała homoseksualizmu. Raczej owego męskiego, wykutego we wspólnej walce z niegościnną przyrodą braterstwa. Nie ma w nim cienia erotyki. Dawniej zimną nocą na straży stada, podczas wielodniowych polowań, dziś podczas wojen w okopach czy innych tego typu okolicznościach. To tylko dziś światu, który wszystko usiłuje sprowadzić do seksu, sformułowanie to wydaje się dwuznaczne.

Siedzący w schronisku pod Leskowcem chyba długo się zastanawiali, dlaczego, z godzinę po zmroku, wypiwszy herbatę, spakowaliśmy nagle nasze plecaki i poszliśmy w ciemność. Był koniec grudnia, śniegu sporo. Do najbliższej miejscowości może nie tak daleko, ale przecież jednak trochę bez sensu. A my postanowiliśmy spędzić noc w namiocie.  Uszliśmy z godzinę i na rozstaju szlaków rozbiliśmy nasz całkiem nieprzystosowany do śniegu namiot. W piątkę było straszliwie ciasno. Jeden musiał spać w poprzek, za naszymi głowami. Ale chyba dlatego tej nocy nie wspominam wcale jako najzimniejszej. Choć buty zostawione przez jednego z kolegów na zewnątrz zamarzły mu na kość – reszta swoje profilaktycznie wsadziła do śpiworów -  nie było tak źle. Po co? Dla przygody. Żeby sprawdzić, czy tak można. Żeby zobaczyć, jacy naprawdę jesteśmy, gdy ręce marzną przy rozbijaniu namiotu, gdy trzeba zrobić miejsce drugiemu, gdy jest niewygodnie i w sumie źle. Dla mnie wtedy – nie pierwszyzna. Podczas samotnych wędrówek zdarzyło mi się spać i na śniegu. Ale dla nich był to bojowy chrzest.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama