h

Płaszcz

"Chrystus na różne sposoby próbuje nas doprowadzić do takiego momentu w naszej wierze, kiedy zrozumiemy, że żyjemy wyobrażeniami, a nie prawdą na własny temat...". Fragment książki o Romana Bieleckiego OP, "Dwa grosze".

Tak przyszli do Jerycha. Kiedy razem z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, siedział przy drodze niewidomy żebrak Bartymeusz, syn Tymeusza. Słysząc, że Jezus z Nazaretu przechodzi, zaczął głośno krzyczeć: „Synu Dawida, Jezusie, zmiłuj się nade mną!”. Wielu nakazywało mu, aby umilkł, lecz on jeszcze głośniej krzyczał: „Synu Dawida, zmiłuj się nade mną!”. Wtedy Jezus zatrzymał się i rzekł: „Zawołajcie go!”. I przywołali niewidomego, mówiąc mu: „Odwagi, wstań, woła cię!”. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i szedł do Jezusa. A Jezus zwrócił się do niego: „Co chcesz, abym ci uczynił?”. Niewidomy odpowiedział Mu: „Rabbuni, żebym przejrzał”. Odrzekł Jezus: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. Zaraz przejrzał i szedł drogą za Nim. (Mk 10,46–52)


Swego czasu ksiądz Adam Boniecki opowiadał o tym, jak to po wielu latach spędzonych w Watykanie wrócił do Polski. Był nasycony wiedzą, doświadczeniem obcowania z wielkim Kościołem i jego sprawami, pamięcią pracy w pobliżu papieża. Miał głowę pełną pomysłów. Dość szybko został kapelanem w jednym ze szpitali. Chętnie podjął się tej funkcji, licząc na to, że będzie miał okazję do prowadzenia z chorymi ciekawych rozmów o sensie cierpienia i tajemnicy krzyża. Pierwszego dnia wszedł do jednej z sal, w której leżał człowiek terminalnie chory. Ten złapał go za rękę, popatrzył mu w oczy i spokojnym głosem powiedział: Proszę księdza, niech mi ksiądz opowie o Bogu dobrym. Jak wspomina ksiądz Adam, prośba tego człowieka wywarła na nim ogromne wrażenie. Wszystkie mądrości, które miał w głowie, w obliczu tej szczerej prośby wydały mu się niczym.

Przypominam sobie tamtą historię przy okazji przeczytanej Ewangelii. Wyobrażam sobie, że spotkanie Jezusa z niewidomym człowiekiem mogło się zakończyć zupełnie inaczej. Choć Bartymeusz bardzo prosił o uzdrowienie i nastawał  na to, żeby Jezus go zobaczył, to w chwili, kiedy  Jezus powiedział, by go zawołać, nic się nie stało. Niewidomy tak jak siedział, dalej pozostał na swoim miejscu. Co więc się wydarzyło?

Bibliści podkreślają dwie ważne rzeczy w tej historii. Po pierwsze, ten człowiek nie dał się zakrzyczeć przez tłum, który go uciszał. Był do tego stopnia zdeterminowany, że przebił się ze swoim wołaniem. A po drugie, odrzucił płaszcz, którym był przykryty. Zrobił to i już nigdy po niego nie wrócił. Przynajmniej ewangelista nic o tym nie mówi. Bartymeusz został uzdrowiony i nie wrócił po to, co zostawił. Bez płaszcza poszedł za Jezusem. To, wbrew pozorom, istotny szczegół. Bo płaszcz był dla niego znakiem choroby i ułomności. To rzecz, która go definiowała, określała jego tożsamość jako człowieka wykluczonego, gorszego od innych. Stanowiła też jego ochronę, coś, za czym się chował przed światem, co dawało mu poczucie bezpieczeństwa. Gest odrzucenia od siebie płaszcza jest odsunięciem tego wszystkiego, co ze sobą niósł. Społecznej roli, w którą Bartymeusz wszedł, i sposobu funkcjonowania przed ludźmi, a może i przed samym sobą.

Płaszcz jest kluczowym doświadczeniem także w naszym spotkaniu z Jezusem. Nie musi  chodzić o chorobę. To coś, co naznacza nasze życie i wpływa na relację z Bogiem. Warto o tym pomyśleć szerzej. Spróbować zdefiniować siebie i zobaczyć, że Ewangelia o Bartymeuszu nie jest odległa od nas, mimo że jesteśmy ludźmi widzącymi, a nie dotkniętymi fizyczną ślepotą.

Takim płaszczem może być pewność siebie. Błyskotliwość, zamknięta w zdaniu: Ja wszystko wiem i na wszystkim się znam. Są tacy ludzie. Przychodzą do konfesjonału i nie dają szansy dojść do głosu księdzu, bo wszystko wiedzą. Wiedzą, jakie dostaną pouczenie, wiedzą, dlaczego coś zrobili, a czegoś nie. Wszystko są sobie w stanie wytłumaczyć. Spotykamy ich też na co dzień. Rozmawiamy o globalnym ociepleniu, oni wiedzą. Rozmawiamy o teologii apofatycznej, oni wiedzą. Rozmawiamy o polityce – wiedzą doskonale. Rozmawiamy o sporcie, są ekspertami, o molekułach – czują się jak ryby w wodzie. Są w stanie wypowiedzieć się na każdy temat i to z taką pewnością siebie, że trudno się temu sprzeciwić. Być może jednak to ich sposób ochrony przed światem. Tak, by nie pokazać cienia swojej niedoskonałości. Bo kiedy by się tak stało, to w swoim mniemaniu z pewnością straciliby zainteresowanie ze strony ludzi i okazałoby się, że są nudni i zwyczajni, a tego by nie znieśli.

Takim płaszczem może być wieczne niezadowolenie, krytykanctwo i malkontenctwo wyrażające się w tym, że widzę tylko to, co złe. Nie jestem w stanie wydobyć z siebie żadnej pochwały. Nie jestem w stanie powiedzieć nic dobrego. Widzę jedynie zło, a jeśli już zobaczę jakiś kawałek dobra, to zawsze ze znaczącym „no, ale”. To przypadłość starego proboszcza, który zamiast wyrazić radość, że tylu ludzi przyszło na pasterkę, iż kościół się nie domyka, zaczyna od słów: „Drzwi zamykać, ogrzewanie jest”. Są czasem tacy profesorowie, którzy nie widzą wysiłku włożonego w esej, błyskotliwości tez zawartych w pracy, tylko mówią: „Kropki nie dajemy w tytule”, „Spacji nie ma na trzeciej stronie”. Trochę się z tego śmiejemy. I dobrze, bo to jest śmieszne, ale może to być doświadczenie wyniesione z domu, które potrafi naznaczyć nas na całe życie. Bo rodzice nie byli w stanie nas za nic pochwalić, tylko ciągle mówili o podnoszeniu poprzeczki i wymaganiu od siebie. Stąd się potem biorą poglądy wypowiadane z głębokim przekonaniem o tym, że nie warto dawać  pochwał. A jeśli już, to trzeba to robić oszczędnie, bo inaczej człowiek się psuje.

Płaszczem, za którym się chowamy, może być też pobożność. To bardzo subtelny i nieoczywisty sposób krycia się przed światem. Na przykład czytam tylko Pismo Święte i nic więcej. Nie widzę wartości innych książek. Rozmawiam jedynie o Panu Jezusie, i to w tonie natchnionym. Nie ma innej rozmowy w moim życiu, wszystko prędzej czy później musi być o Panu Jezusie. Nie opowiadam o serialach, muzyce, sporcie. Tylko Pan Bóg. Ukrywam się w sprawach świętych po to, by nie spotkać się z innymi ludźmi. Pobożność z pozoru wydaje się dobra, bo dotyczy w końcu Boga, uczestnictwa w nabożeństwach, adoracji, codziennego bycia w kościele nawet ze szczerych pobudek. Ale wierzcie mi, można to potraktować jako sposób ucieczki. W domu ktoś na mnie czeka, a mnie tam nie ma. Odkładam sprawy i przeczekuję tak, żeby nie rozmawiać, bo przecież teraz różaniec. Wszystko to zamiast. Przypomina się przenikliwe zdanie św. Jana z jego pierwszego listu: „Jeśliby ktoś mówił: »Miłuję Boga«, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (por. 1 J 4,20).

W końcu, choć to lista otwartych przykładów, takim płaszczem może być bezradność. Polega to na tym, że mówimy: Nigdy mi się w życiu nic nie uda, nigdy mi się nie udaje, nie udawało i tak już będę miał zawsze. Nawet już nie próbuję. Nazywa się to czasem samospełniającą się przepowiednią. Jak się takie zdanie powtórzy dwa razy, to pewnie jeszcze nie działa, ale jak się powtórzy dwa tysiące razy, to nabiera kształtów. Zaczynamy wierzyć w to, że rzeczywiście nic nam w życiu nie wyjdzie.

Pomijam w tym wyliczeniu wszelakiego rodzaju „-izmy”, bo one narzucają się w sposób naturalny. Alkoholizm, seksoholizm, chemia czy głodzenie siebie, to dość znane nawyki zasłaniające nasze realne problemy. Staram się pokazać te, które nie są takie oczywiste. Mówię o tym, bo warto być ze sobą szczerym i zobaczyć różne odsłony naszego płaszcza Bartymeusza. Warto je precyzyjnie nazywać. Czym się okrywam? Co przeszkadza mi w relacji z Bogiem albo do czego się przyzwyczaiłem, zakładając, że taką  rolę mam, w takiej funkcjonuję i nie chcę z niej wyjść? Trochę się dziwimy i bywamy zazdrośni, że dookoła nas inni doświadczają uzdrowień, że ich Jezus dotyka, a nas nie. Być może odpowiedź leży w tym szczelnym obudowaniu siebie, życiowym gorsecie, który, choć uciążliwy, bywa dla nas wygodny. Upraszcza obraz świata, defi niuje sposób bycia. I dużo robimy, żeby się to nie zmieniło.

W słynnej powieści Giuseppego Tomasiego di Lampedusy Lampart główny bohater, książę Salina, który żyje w czasach zjednoczenia Włoch w XIX wieku, jest człowiekiem bardzo głęboko i przenikliwie analizującym sytuację społeczną swojego kraju. Patrzy na wiatr rewolucji, tworzące się nowe układy polityczne i odchodzenie starego świata dawnej arystokracji. Widząc to wszystko, wypowiada słynne zdanie, będące tematem przewodnim tej historii: „Wiele się musi zmienić, żeby wszystko zostało po staremu”. I ono doskonale oddaje stan naszego serca i naszej duchowości. Potrafi my dużo zrobić, żeby wszystko pozostało nienaruszone. Trochę przypudrować, trochę siebie poprzekonywać, bo generalnie bardzo się boimy zmiany.

To pewien paradoks, że mówimy Panu Jezusowi: Zmień mnie i pomóż mi, a równocześnie bardzo ostrożnie podchodzimy do ewentualnych decyzji. Przypomnijmy sobie scenę z Ewangelii św. Jana, kiedy Jezus spotyka człowieka, który od kilkunastu lat jest sparaliżowany. Wszystko dzieje się w Jerozolimie przy sadzawce nazywanej Owczą (Betesda). Chrystus podchodzi do niego i zadaje mu pytanie: „Czy chcesz być zdrowy?”. A ten w odpowiedzi mówi: „Nie mam nikogo, kto by mi pomógł” (por. J 5,6-7). Nie odpowiada na pytanie, ale od razu się zasłania i tłumaczy swoją sytuację.

Kiedyś rozmawiałem z człowiekiem, który przeżył podobne doświadczenie. Spotkaliśmy się po wielu latach od uzdrowienia z grzechu, z którym się zmagał przez długi czas. Spowiadał się, jak sam mówił, setki razy. Był na wielu rekolekcjach, rozmawiał z wieloma księżmi, przeszedł kilka terapii. Wszystko po to, żeby doświadczyć wolności i pozbyć się tego, co go niszczyło. Przełomowe okazało się dla niego uświadomienie sobie, że właściwie przez całe życie szukał winnego swojej sytuacji, a nie Zbawiciela. Ciągle mówił, że zachowuje się tak, a nie inaczej, bo miał taki dom, ma taki charakter, ma taką pracę, ma taki związek. I to wszystko go usprawiedliwiało. Chwila, w której zrozumiał, że potrzebuje Zbawiciela, a nie wymówek, stała się dla niego momentem  uwolnienia.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg