h

Płaszcz

"Chrystus na różne sposoby próbuje nas doprowadzić do takiego momentu w naszej wierze, kiedy zrozumiemy, że żyjemy wyobrażeniami, a nie prawdą na własny temat...". Fragment książki o Romana Bieleckiego OP, "Dwa grosze".

Skąd się bierze w nas takie myślenie? Sądzę, że jesteśmy dziś dotknięci dwiema pokusami sączonymi w nasze serca. Pierwsza to ta, w ujęciu której zbawienie kojarzy nam się z czymś koszmarnym i mało ciekawym. Lepiej zostawić tak, jak jest, i nic nie ruszać. Niebo w zestawieniu z grzeszeniem to jest wieczna nuda. Piekło natomiast jest bajką. Przyznajmy, że jest coś szalenie smutnego w tym, że choć czujemy, jak bardzo jest to nieprawdziwe, to w popularnym myśleniu taki schemat funkcjonuje i ma się dobrze. No bo jak inaczej wytłumaczyć hasła typu: „Grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne tam, gdzie chcą”? Modlimy się czasem Psalmem 51, który napisał król Dawid po tym, jak się wydało, że uwiódł żonę jednego ze swoich żołnierzy. Słowa tego psalmu są bardzo poruszające. Mówią o oczyszczeniu i uzdrowieniu. Ale pada tam również takie zdanie: „Przywróć mi radość z Twojego zbawienia” (por. Ps 51,14). Daj mi zobaczyć, ile zyskałem przez uwolnienie z grzechu, żebym nie myślał o tym jak o karze.

Druga pokusa, której ulegamy, polega na oswojeniu Pana Boga. On już nie jest dla nas Tym, który może nas uwolnić z grzechów. Jest bardziej przyjacielem,  powiernikiem, kolegą, kimś, z kim jesteśmy w relacji. Ktoś powie: Co w tym złego? To dobrze, że myślimy o Bogu jako o Kimś bliskim. To prawda, ale takie spojrzenie niesie w sobie niebezpieczeństwo potraktowania Boga jak misia z Krupówek. No bo ostatecznie to było mi źle i  porozmawialiśmy, pobyliśmy razem, ale żeby coś się zmieniło? Zwróćmy uwagę na to, co się dzieje w kontekście Bożego Narodzenia. Lubimy szopki i małego Jezuska zawiniętego w pieluszki. Trochę się wzruszymy, trochę pochlipiemy nad kondycją nieczułego świata, ale co nam takie niemowlę może zrobić? Nic. W żaden sposób nie ma kontaktu z naszym życiem. To bardzo bezpieczny obraz Boga.

W wywiadzie rzece Po co światu mnich? nasz jedyny polski trapista Michał Zioło przytacza wstrząsający fragment z Dzienniczka siostry Faustyny. Podczas jednego z objawień Faustyna wyznaje Jezusowi, że przed Jego majestatem i miłością jest straszną nędzą. I nam się wydaje, że Pan Jezus powinien powiedzieć do niej: Daj spokój, wcale tak nie jest, nie przesadzaj. A On mówi: To prawda, taka jesteś. I nie robi tego po to, żeby ją poniżyć, tylko po to, żeby we właściwych proporcjach ustawić ich relację. To Bóg, a nie nasz kolega. Jest Bogiem bliskim, ale jednak Bogiem. Za każdym razem, kiedy się modlimy, stajemy przed Bogiem Mocy. Do Niego mówimy: Pomóż! I wierzymy, że On może to zrobić. Kiedy zwracamy się do Niego: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną, nad moim udręczeniem, bo już nie mam siły na to wszystko, to stajemy przed Kimś, kto ma moc powiedzieć: Niech ci się stanie według twego słowa. To na całe szczęście nie jest mój kolega. To Pan Bóg, który traktuje nas uczciwie. Poważnie podchodzi do tego, co mówimy i co robimy. Dobrze, że tak jest, i dobrze, że stajemy przed Nim, bo przed kim mamy to robić? W chwili, kiedy już nie mamy siły udawać i jesteśmy sobą zmęczeni, może nam się wyrwać: Żebym przejrzał. Żebym w końcu odrzucił to, co mnie tak oddziela od rzeczywistości.

Chrystus na różne sposoby próbuje nas doprowadzić do takiego momentu w naszej wierze, kiedy zrozumiemy, że żyjemy wyobrażeniami, a nie prawdą na własny temat, co sprowadza się do uświadomienia sobie, że nie jestem taki, jak sobie wyobrażacie, a nawet nie jestem taki, jaki obraz siebie zbudowałem. To się nazywa oczyszczenie. Wtedy jesteśmy w stanie wejść na drogę zawierzenia i zaufania. Nie byle komu, ale Jemu – najdoskonalszej Miłości. To może się odbyć na przykład przed Najświętszym Sakramentem. Kiedy powiemy: Panie Jezu, przyszedłem tu, ale nie chce mi się modlić, nie mam na to siły, jestem smutny, mam dosyć. Jezus to przyjmuje, bo to też jest prawda o naszym sercu i naszym życiu. Być może pierwszy raz pokażemy, jacy jesteśmy. Przed Bogiem możemy być smutni, przed Bogiem możemy to ujawnić.  Jest taka stara anegdota o zakonnicach, choć z powodzeniem mogłaby opowiadać
o zakonnikach. Rzecz się dzieje podczas kazania w Wielkanoc, kaznodzieja w uniesieniu rozpoczyna homilię, ogłaszając radośnie: „Jezus  zmartwychwstał!”. A wtedy z pierwszej ławki wyrywa się ciche: „No tak, ale kiedy to było”.

Odsłonięcie prawdy o swoim sercu to moment, w którym uzmysławiam sobie, że może nie będę Robertem Kubicą duchowości, a zwyczajnie Ferdynandem Kiepskim. I co z tego? Ważne, że to będzie na moją miarę, zgodne z moim wnętrzem. To jest ta chwila odrzucenia płaszcza, którym jesteśmy okryci, a Pan Bóg pokazuje się nam z ogromną jasnością i prostotą.

Zwróćmy uwagę, że Bartymeusz zwraca się do Jezusa: Rabbuni. Ile w tym słowie jest intymności i czułości. Śmiem twierdzić, że z tego powodu jest to Ewangelia w dużej mierze adresowana do mężczyzn. Kobietom łatwiej przychodzi uzewnętrznianie swojej emocjonalności. Dla mężczyzn nie jest to takie proste, a przecież oni też tego potrzebują! Nie mylcie tego z byciem rozlazłym. Odkrycie tej strony swojej osobowości to moment uzdrawiający. Bo, jak to mówimy czasem, dzikie serce to jedno, ale serce pokorne to drugie. Możemy się domyślać, co musiało się dziać w sercu tego człowieka, który publicznie się przełamał i wyznał swoją prośbę w tak delikatny sposób. Do jakiego stanu wewnętrznego został doprowadzony, że nie zwracał uwagi na to, co pomyślą inni. Nie zapominajmy też, że wszystko się rozgrywa w Jerychu, mieście w Piśmie Świętym symbolicznym. Ostatnim, które opierało się wejściu i zdobyciu przez Izraelitów Ziemi Obiecanej. W chwili kiedy padają mury Jerycha, droga do upragnionego Kanaanu stoi otworem. To także i w nas jest symboliczne miejsce oznaczające to, czego najbardziej bronimy i które opiera się Bogu. Chwila, w której mury Jerycha runą, jest uzdrowieniem. Potrzebujemy zarówno odwagi, jak i precyzji w nazywaniu tego, za czym się chowamy. Mówimy do Jezusa: Pomóż mi. I dostajemy szansę na usłyszenie odpowiedzi, jaka została dana Bartymeuszowi: Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg