Słownik biblijny

Hasła na literę „W”

 
wybierz literę alfabetu

W

wybierz literę alfabetu

WĄŻ MIEDZIANY


jako przedmiot kultu jest świadectwem wpływu ludów Starożytnego Wschodu na wyobrażenia religijne w Izraelu. Oddziaływanie to wyrażało się w symbolice, która początkowo nie była ograniczona ścisłą interpretacją pierwszego przykazania Dekalogu, zabraniającego wizerunków istot żywych.

Religijna symbolika często zależała od popularnych obserwacji i skojarzeń. Wąż wypełzający spod ziemi czy roślinności wydawał się należeć do świata podziemnego, a jego mieszkaniem było królestwo zmarłych. Powszechny lęk przed śmiertelnym jadem oraz niespodziewanym atakiem sprawiał, że węże były przedstawiane jako symbol śmierci i zła, zawsze groźnego i bardzo przebiegłego. Porównywano je z ogniem, ponieważ bez pomocy nóg i rąk poruszają się bardzo szybko i przyjmują rozmaite kształty. Przypisywano im naturę boską, ponieważ żyją długo, wzrastając w siłę, a po odrzuceniu starej skóry odmładzają się. W wierzeniach staroegipskich wąż był okiem boga Słońce oraz chronił przed złem i chorobami. Greckiemu bóstwu sztuki lekarskiej Eskulapowi towarzyszył wąż, symbol życia i zdrowia. Rzymianie umieszczali wyobrażenie węży w miejscach źródeł leczniczych.

Rozpowszechniona w religiach pogańskich symbolika boskiego zwierzęcia, które uzdrawia i ratuje od śmierci, była nie do pogodzenia z wiarą Izraela w jednego Boga. Dlatego autor biblijny w opowiadaniu o wężu miedzianym pozbawił to zwierzę jakiegokolwiek boskiego charakteru, podkreślając, że rzeźba wykonana została przez Mojżesza na polecenie jedynego i prawdziwego Boga, który sam daje życie swoim czcicielom i wybawia ich od śmierci. W Ewangelii Jana starotestamentalna historia o oglądaniu miedzianego węża przez śmiertelnie ukąszonych Izraelitów interpretowana jest z odniesieniem do zbawczej śmierci Jezusa na krzyżu: wszyscy, którzy spojrzą z wiarą na Ukrzyżowanego, dostępują zbawienia. W tym samym znaczeniu starożytni chrześcijanie mówili o Ukrzyżowanym jako wężu zawieszonym na drzewie.
(za: Gość Niedzielny Nr 13/2003)