Zmartwychwstał... śledztwo w sprawie

W niedzielę nad ranem zaczęła krążyć wiadomość o dziwnych zdarzeniach na cmentarzu pod murami Jerozolimy. Wydawało się, że wykonanie wyroku śmierci zakończy definitywnie „karierę” Jezusa. Okazało się jednak, że to nie koniec.

Jezus zmartwychwstał. Prawda to czy fałsz? Odpowie ktoś, że to kwestia wiary, czyli osobistego wyboru lub łaski. Dominująca mentalność sprzyja wzięciu w nawias słowa „prawda”. To, co jest dla ciebie prawdą, nie musi być prawdą dla mnie. Hm, ale przecież jeśli ktoś zostaje zabity, to przeprowadza się śledztwo po to, aby ustalić fakty oraz winnego. I nie chodzi o opinie policjantów lub świadków. Chodzi o dojście do prawdy. O ustalenie, co się rzeczywiście stało, a nie co się komu wydaje. Taki jest cel śledztwa.

Owszem, bywa, że nie jest łatwo dojść do prawdy. Ale zawsze można zebrać dowody czy poszlaki, które wskazują na najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń. Skoro przeprowadza się śledztwa w sprawie zabójstwa, to można je przeprowadzić także w kwestii wydarzenia o zgoła odwrotnym charakterze…

Co się stało na trzeci dzień po ukrzyżowaniu Jezusa z Nazaretu? Czy twierdzenie chrześcijan, że powstał z grobu, jest mitem, symbolem, oszustwem lub halucynacją uczniów albo jedynie teologiczną interpretacją sensu krzyża? A może jednak chodzi o wydarzenie, które jest historycznym faktem, jak twierdzi Katechizm Kościoła Katolickiego? Spróbujmy zebrać pokrótce dowody, poszlaki wskazujące na to, że to prawda. Zaangażowanie rozumu w obszarze wiary nie jest grzechem, lecz cnotą.

Wiarygodne świadectwo Ewangelii

Po 2 tys. lat nie jesteśmy w stanie przesłuchać świadków i zabezpieczyć dowodów materialnych. Mamy do dyspozycji zapis Nowego Testamentu. Czy jest to wiarygodne świadectwo? Wszystkie pisma Nowego Testamentu zostały ostatecznie zredagowane przed końcem I wieku. Między śmiercią Jezusa (najprawdopodobniej ok. 30 r.) a powstaniem pierwszych zapisów mówiących także o zmartwychwstaniu upłynęło ok. 20 lat, czyli żyli jeszcze świadkowie opisywanych wydarzeń. Pomyślmy, że np. stan wojenny miał miejsce 35 lat temu i dla osób mojego pokolenia i starszych wydaje się to czymś, co miało miejsce całkiem niedawno.

Jeśli mówimy o rękopisach Nowego Testamentu, sięgają one II wieku po Chrystusie. Odstęp czasowy między powstaniem oryginału a najwcześniejszymi kopiami jest tak mały, że w zgodnej opinii naukowców mamy do czynienia z najlepiej potwierdzonym tekstem ze wszystkich starożytnych pism na świecie. Istnieją różnice między relacjami o zmartwychwstaniu u poszczególnych ewangelistów. Nie zdziwi to żadnego detektywa. Ludzie to samo wydarzenie zapamiętują inaczej, odmiennie stawiają pewne akcenty. Nie wolno zapominać o tym, że ewangeliści nie pisali historycznej relacji, nie składali zeznania w sądzie. Celem Nowego Testamentu było wzbudzenie wiary u słuchaczy, że Jezus Chrystus jest zbawicielem, że jest wcielonym Bogiem.

Wielu czyni z tego argument przeciwko historycznej wartości świadectwa o Jezusie. Powiadają, że w Ewangelii mamy do czynienia z „Chrystusem wiary”, a nie z Jezusem historycznym. Skąd to wiedzą? Jest to teza głoszona przez sceptyków usiłujących uzasadnić swoją niewiarę. Oczywiście że Nowy Testament odpowiada przede wszystkim na pytanie, co życie i nauczanie Jezusa z Nazaretu znaczy dla nas (interpretacja teologiczna). Ale punktem wyjścia jest prawdziwa historia Jezusa z Nazaretu, czyli zbiór najważniejszych faktów z Jego życia, słów i dokonań. Jeśli zestawimy to, co zapisano w czterech Ewangeliach oraz w innych pismach Nowego Testamentu o zmartwychwstaniu, odkryjemy zaskakującą zbieżność elementów tej narracji u różnych autorów.

Spróbujmy więc zebrać najważniejsze elementy biblijnego świadectwa o zmartwychwstaniu. Nie zapominajmy, że mówimy o wydarzeniu, które musi wprawiać każdy trzeźwy umysł w osłupienie. 

To, co dzieje się z człowiekiem poza graniczną linią śmierci, wykracza poza zwykłe doświadczenie. Ewangeliści opisują obszernie egzekucję Jezusa, teksty o zmartwychwstaniu są skromne, wręcz nieśmiałe. Wyczuwa się w nich zdumienie i radość. Autorzy nie ukrywają, że mamy do czynienia z wydarzeniem tajemniczym, które rozsadza nasze wyobrażenia o życiu. Naiwne reporterskie „opisy” wyjścia Chrystusa z grobu pojawiły się wiele lat później w apokryfach, czyli w pismach powstałych na marginesie Nowego Testamentu. Apokryfy są wytworem pobożności i ciekawości niektórych chrześcijan domagających się bardziej konkretnej „story”. Taki opis wyjścia Jezusa z grobu zawiera np. tzw. Ewangelia św. Piotra (powstała ok. 150 r.). Dyskrecja najstarszej tradycji daje do myślenia. Jest argumentem za. Gdyby pierwotny Kościół wymyślił zmartwychwstanie Jezusa, nie byłby tak powściągliwy w opowiadaniu o tym.

Dowód materialny: pusty grób

Egzekucji Jezusa dokonano w piątek przed żydowskim świętem Paschy. Skazaniec umarł o trzeciej po południu. Przepisy żydowskie nakazywały zdjęcie ciała ukrzyżowanych przed zachodem słońca. Pochówek Jezusa musiał więc odbywać się w pośpiechu. Święty Mateusz podaje, że grób, w którym złożono ciało Zbawiciela, był nowy i należał do Józefa z Arymatei. Podejrzenie, że ta postać została zmyślona, jest mało wiarygodne. Kiedy powstawały Ewangelie, chrześcijanie byli silnie skonfliktowani z żydowskimi liderami religijnymi. Więc jest bardzo wątpliwe, aby mogli w tak ważnej roli „obsadzić” postać sprawiedliwego członka Sanhedrynu. Jest natomiast bardzo prawdopodobne, że Jezus miał swoich cichych zwolenników także wśród faryzeuszów. Wszystko na to wskazuje, że musiał mieć jakiegoś bogatego sprzymierzeńca, żeby dostać się do solidnego, kamiennego grobu. Nikt nie przejmował się ciałami zwykłych skazańców, wrzucano je do zbiorowej mogiły. Ale nie zapominajmy, że Jezus nie był jednym z wielu rzezimieszków. Był postacią znaną. Przez trzy lata narobił sporo zamieszania w środowisku. Święty Jan wspomina, że w pogrzeb Jezusa zaangażował się, oprócz Józefa z Arymatei, także Nikodem, inny członek Sanhedrynu, znany z nocnej rozmowy z Chrystusem. Nie ma najmniejszych powodów, by nie wierzyć świadectwu Jana. Jeśli Józef i Nikodem podczas procesu nie stanęli w obronie Skazańca, mogli czuć wyrzuty sumienia i dlatego chcieli po śmierci Jezusa godnie Go uczcić.

Badania archeologiczne wokół bazyliki Grobu Bożego w Jerozolimie wykazały, że stoi ona poza murami Jerozolimy z czasów Jezusa. Tuż obok miejsca, gdzie krzyżowano skazańców, znajdował się nieużywany już wtedy kamieniołom. Tam w skalnej ścianie znajdowały się groby. W komorach grobowych zwłoki układano na specjalnych półkach. Wejście zasuwano płytą lub okrągłym kamieniem przesuwanym wzdłuż ściany frontowej. Dane archeologiczne potwierdzają istnienie grobowców, które odpowiadają grobowi Jezusa. Pochówek musiał być dokonany w pośpiechu, prawdopodobnie nie zdołano wykonać wszystkich czynności związanych z obmyciem ciała. To dlatego kobiety już po szabacie, czyli w niedzielę rano szły do grobu, aby dokończyć balsamowanie ciała Jezusa.

Ewangelista Mateusz wspomina o tym, że faryzeusze uprosili u Piłata postawienie straży przy grobie oraz opieczętowanie kamienia. Może znowu to wyglądać na chrześcijański wymysł. Ale pamiętajmy, że Jerozolima była niespokojnym miejscem, gdzie dochodziło do rozruchów na tle religijnym i politycznym. Tak jest zresztą do dziś. Zarówno Piłat, jak i faryzeusze mogli się obawiać, że zwolennicy Jezusa uczynią z Jego ciała „obiekt” adoracji, że będzie on punktem zapalnym jakiejś rewolty. Jakże często na współczesnych zdjęciach z Palestyny widać ofiary zamachów owinięte we flagę i niesione w demonstracji jak sztandar. Jest więc wysoce prawdopodobne, że grób Jezusa był pod czujnym nadzorem Jego przeciwników.

Uczniowie byli wtedy w rozsypce. Nieobecność apostołów pod krzyżem jest wymowna. Klęska Jezusa wydała się im całkowitą porażką, kresem tak dobrze zapowiadającej się historii. Krzyżowanie było w tamtych czasach najbardziej haniebnym rodzajem śmierci. Pusty grób Jezusa odkrywają kobiety. Idą dokończyć pochówku wczesnym rankiem „pierwszego dnia po szabacie”. Zastają odsunięty kamień, w grobie nie ma ciała. W środowisku żydowskim tamtych czasów świadectwo kobiet było bez wartości. Gdyby ta opowieść była fikcją, jej autorzy musieliby wymyślić bardziej wiarygodnych świadków. Jedynym sensownym wytłumaczeniem, że kobiety odkrywają pusty grób, jest to, że tak naprawdę było.

Gdzie podziały się straże? Mateusz podaje, że żydowska starszyzna przekupiła strażników, aby rozpowszechniali plotkę o wykradzeniu ciała przez uczniów. Ale w jaki jednak sposób kilku wystraszonych uczniów mogło pokonać rzymskich strażników i odsunąć kamień? Gdyby faryzeusze naprawdę wierzyli, że uczniowie to zrobili, to logiczniejsze byłoby dać pieniądze strażnikom, aby odszukali uczniów z tak cenną „zawartością” grobu. Najważniejszym dowodem przeciwko zmartwychwstaniu byłoby przecież ciało Jezusa. W pustym grobie pozostały płótna, w które owinięte było ciało. Gdyby ktoś wykradł to ciało, po co miałby je „odpakowywać”?

W sposób najbardziej dający do myślenia pisze o tym św. Jan. Zaalarmowani przez Marię Magdalenę Piotr i Jan pędzą do grobu. Piotr wszedł do wnętrza i „ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu”. Potem wszedł do grobu także Jan. I co? „Ujrzał i uwierzył”. W tym opowiadaniu jest wyraźnie związek między zobaczeniem grobowych płócien a wiarą w zmartwychwstanie. Co takiego zobaczyli obaj apostołowie, że uwierzyli? W oryginale czytamy: „keimena ta othonia”, czyli „leżące płótna”. Słowo „othonia” oznacza zarówno całun, którym nakrywano ciało, jak i opaski, którymi wiązano ręce i otaczano zwłoki. Termin „keimena” („leżące”) należałoby tłumaczyć jako rozpostarte, wyciągnięte, leżące horyzontalnie, opadłe. Tym słowem określano morze uspokojone po burzy. Płótna wyglądały tak jakby „wyparowało” z nich ciało.

Czy widać było na nich ślady męki? Ewangelia nic o tym nie mówi. Płótna były świadkiem tego, co zaszło w grobie Jezusa. Świadkiem milczącym. A jednak przemówiły one do Piotra i Jana. Pusty grób nie jest sam w sobie dowodem zmartwychwstania. Ale jest ważną poszlaką. Apostołowie głosili zmartwychwstanie Jezusa najpierw w Jerozolimie, gdzie mieli przeciwko sobie elity żydowskie. Najprościej byłoby zakwestionować Jezusa i Jego powstanie z martwych – pokazując Jego zwłoki. Apostołowie wyszliby wtedy na głupków. Dodatkowym argumentem jest to, że w pierwszej wspólnocie nie ma śladu kultu grobu Jezusa. A przecież Żydzi otaczali szacunkiem groby ważnych postaci. W przypadku Jezusa na ten temat panuje całkowite milczenie.

Zeznania Świadków

Najstarszym zapisem prawdy o zmartwychwstaniu Jezusa i o jego ukazywaniu się wybranym świadkom nie są Ewangelie, ale fragment z 1 Listu św. Pawła do Koryntian. Brzmi tak: „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi” (15,3-8). To jest najstarsze wyznanie wiary Kościoła w zmartwychwstanie Jezusa.

Zauważmy, że mowa jest o 500 braciach, z których większość żyje. To zdanie uwiarygodnia to wyznanie. Paweł domyślnie mówi tutaj, że można zapytać żyjących świadków, jeśli komuś trudno w to uwierzyć. Dlaczego nie ma wzmianki o kobietach, które widziały Jezusa. Pewnie dlatego, że, jak wspomniałem, zeznań kobiet nie traktowano poważnie. Łukasz odnotowuje, że relacja kobiet o pustym grobie i widzeniu aniołów wydała się apostołom tak niedorzeczna, że im zwyczajnie nie uwierzyli. Więc w „oficjalnym” świadectwie Kościoła kobiety pominięto milczeniem.

Gdybyśmy mogli przesłuchać Marię Magdalenę i jej towarzyszki, co by nam powiedziały? W opowiadaniach o pustym grobie powtarza się motyw spotkania aniołów, którzy przekazują wiadomość, że Jezus żyje. Jeśli w Biblii pojawia się anioł, zwiastuje on wydarzenie, w którym mamy do czynienia z interwencją Boga. Niebo zstępuje na ziemię. Anioł jest zwiastunem, zapowiada nadejście Kogoś ważniejszego. Zmartwychwstanie wykracza poza zwyczajność. Nie sądzę jednak, aby Maria Magdalena koncentrowała się w swoim zeznaniu na aniołach. Najważniejsze dla niej samej i dla wiarygodności zmartwychwstania jest to, że spotkała ona żyjącego Jezusa. Początkowo wzięła Go za ogrodnika, rozpoznając Go dopiero, gdy On sam zwrócił się do niej po imieniu.

Ten motyw powtarza się we wszystkich opowieściach świadków. Ludzie, którzy znali doskonale Jezusa, nie rozpoznają Go w pierwszej chwili, gdy daje im się poznać jako żyjący po własnej śmierci. Jest więc pewna ciągłość historii Osoby, ale zarazem jest coś nowego, szokującego, co budzi zadziwienie, bojaźń, onieśmielenie.

Świadkowie akcentują cielesność. Jezus ukazuje się, je, rozmawia, pozwala dotknąć swoich ran. Jego ciało nie podlega już ograniczeniom czasu i przestrzeni. Zmartwychwstanie nie jest tym samym, co wskrzeszenie Łazarza (musiał potem znów umrzeć). Zmartwychwstanie nie jest reanimacją zwłok, ale wejściem w radykalnie inny, nadprzyrodzony wymiar życia. Aby uwierzyć świadkom, trzeba wierzyć, że ów „inny wymiar” w ogóle istnieje. Czyli że jest Bóg i że jest niebo.

Każde ze spotkań ze Zmartwychwstałym ma swoją specyfikę (ogród, droga, Wieczernik, Jezioro Galilejskie). Różne są reakcje świadków. Zwróćmy uwagę na silny opór apostoła Tomasza, który domagał się dowodów, chciał dotknąć ran. Kiedy Jezus ukazuje się także jemu, pozwala mu na to. Apostoł składa wyznanie wiary: „Pan mój i Bóg mój”.

Przykład Tomasza uczy, że droga do wiary prowadzi nieraz także przez wątpliwości, przez szukanie dowodów i wysiłek rozumu. Gdyby zmartwychwstanie było wymysłem, czy pisano by o wątpliwościach, czy akcentu nie położono by na taką cudowność (cielesność), która byłaby bardziej jednoznaczna? Ci, którzy zobaczyli Jezusa, zostają zaproszeni do podjęcia misji. Jej sednem jest doświadczenie: Jezus żyje! Dzieje Apostolskie przekazują zapis pierwszych wystąpień Piotra i innych. Są to tzw. mowy kerygmatyczne, czyli kazania ewangelizacyjne. Ich rdzeniem jest ogłaszanie zmartwychwstania. Bez tej prawdy cała Dobra Nowina jest wydmuszką.

Dwie poszlaki

Oprócz pustego grobu oraz ukazywania się Jezusa można jeszcze wskazać na kilka poszlak o charakterze bardziej ogólnym. Pierwsza to samo zaistnienie Kościoła. Jezus, po ludzku patrząc, przegrał wszystko. Odrzucony przez starszyznę. W Piłatowym referendum przegrał z Barabaszem. Judasz, jeden z Dwunastu, zdradził Jezusa i powiesił się. Piotr, lider wspólnoty, wyparł się mistrza. Pod krzyżem zostali tylko Jan i kilka kobiet. „A myśmy się spodziewali…” – te słowa uczniów idących do Emaus dobrze wyrażają stan ducha wspólnoty Jezusowej. To głos zawiedzionej wiary, nadziei i miłości. A jednak niewiele dni później widzimy wspólnotę uczniów w zgoła innej formie. W Jerozolimie publicznie głoszą Jezusa jako Mesjasza, co więcej, są gotowi za tę prawdę oddać życie. Następuje eksplozja misyjna Kościoła. Coś musiało się stać, co zmieniło grupę tchórzy i zdrajców we wspólnotę ludzi mężnych, głoszących imię Jezusa Chrystusa jako jedyne imię, w którym można dostąpić zbawienia. Coś musiało się stać… czego sami uczniowie nie mogli wymyślić.

Druga poszlaka – niedziela. Od początku chrześcijanie sprawują kult w niedzielę, pierwszy dzień tygodnia. Dlaczego zerwali z szabatem (sobota), który w tradycji starotestamentalnej miał tak ogromne znaczenie (opis stworzenia, trzecie przykazanie)? „Tylko jakieś porażające swą mocą wydarzenie mogło doprowadzić do zerwania z szabatem i zastąpienia go pierwszym dniem tygodnia. Tylko wydarzenie, które z niezwykłą siłą odcisnęło się w duszach, mogło spowodować tak istotne przeobrażenie w religijnej kulturze tygodnia”, zauważa Benedykt XVI. I dodaje: „Dla mnie celebrowanie dnia Pańskiego jest jednym z najmocniejszych dowodów tego, że w tym dniu wydarzyło się coś niezwykłego – odkrycie pustego grobu i spotkanie ze zmartwychwstałym Panem”.

Czy przedstawione powyżej argumenty przekonują? Niekoniecznie. Każdy z nich można podważyć na wiele sposobów. Jezus po śmierci ukazał się małej grupie uczniów i w gruncie rzeczy na tym opiera się cała nasza wiara w zmartwychwstanie. Dlaczego mamy im zaufać? Dlaczego Bóg nie dał nam mocniejszych dowodów do ręki? Taki jest widać Jego, Boski, styl. Nie przygważdżające dowody, powalające znaki, ale pukanie do serc, budzenie wiary, zachęta, miłość... Tylko tyle i aż tyle, by powtórzyć za Tomaszem: „Pan mój i Bóg mój”.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.