Zmiłuj się nade mną, Boże

Wielkopostne medytacje nad Psalmami (5)

Psalm  57

Zmiłuj się nade mną, Boże, zmiłuj się nade mną,
u Ciebie chronię swe życie:
chronię się pod cień Twoich skrzydeł,
aż przejdzie klęska.
Wołam do Boga Najwyższego,
do Boga, który czyni mi dobro.
Niech ześle [pomoc] z nieba, niechaj mnie wybawi,
niech hańbą okryje tych, co mnie dręczą;
niechaj ześle Bóg swoją łaskę i wierność.
Pośrodku lwów spoczywam,
co pożerają synów ludzkich.
Ich zęby to włócznie i strzały,
a język ich niby miecz ostry.
Bądź wywyższony, Boże, ponad niebo,
a Twoja chwała ponad całą ziemię!
Zastawili sieć na moje kroki
i zgnębili moje życie.
Przede mną dół wykopali:
sami wpadli do niego.
Serce moje jest mocne, Boże,
mocne serce moje;
zaśpiewam i zagram.
Zbudź się, duszo moja,
zbudź, harfo i cytro!
Chcę obudzić jutrzenkę.
Wśród ludów będę chwalił Cię, Panie;
zagram Ci wśród narodów,
bo Twoja łaskawość aż do niebios,
a wierność Twoja po chmury!
Bądź wywyższony, Boże, ponad niebo,
a Twoja chwała ponad całą ziemię!

Medytacja

Nasza sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Spoczywanie pośrodku lwów może i brzmi nieco majestatycznie, w praktyce oznacza jednak lęk, brak możliwości wyswobodzenia o własnych siłach, pułapkę. Nie da się ukryć, że w tym układzie jesteśmy ofiarą, nie tryumfatorem.

Pozornie mogłoby się wydawać, że człowiek na modlitwie – w tym wypadku psalmista – nic tylko narzeka i narzeka. Włócznie, strzały, miecz ostry, lwy i sidła – wszystko sprzysięgło się przeciw niemu, pozostał lament i błaganie o pomoc. Co jednak, jeśli nie jest to czcze biadolenie, tylko trzeźwa ocena własnej sytuacji? Lament jakiegoś życiowego bluszczu, który siły chce czerpać z wysiłku innych, inaczej brzmi niż głos wojownika, który niczego nie ukrywając, wskazuje słabe punkty obrony. Tak więc udręczenie i zgnębienie może nazywać naszą sytuację, stawiać nas w prawdzie – od tego uciekać nie trzeba.

Bladym świtem, jeszcze zanim zajaśnieje jutrzenka, psalmista się modli. Żaden czas nie jest tu wyłączony spod władzy Boga. Żaden czas nie może być więc też wyłączony z modlitwy człowieka – ona nie jest odtąd-dotąd, nie omija życiowych mielizn, nie unika przepaści. Modlitwa potrafi przełamać otaczający nas mrok. Na różne sposoby (harfą i cytrą); biorąc na świadków innych ludzi (wśród narodów) – chwała Boża jest przez nas głoszona w sposób zupełnie odmienny od tego, co dyktuje nam nasza życiowa sytuacja. W niej obecne jest jakieś ograniczenie, sidło, pułapka – a na modlitwie serce mocne, silny głos, niemal potęga.

Nasza sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Nie chodzi wcale o to, by to doświadczenie umniejszać, twierdzić, że to nic takiego. Cierpienie dotyka nas naprawdę. Trzeba jednak także uważać, żeby ten nasz trud nie rozrósł się aż nadto, nie przesłonił nam wszystkiego. Przecież Bóg jest po naszej stronie, a więc jak zauważa psalmista, ci, co „przede mną dół wykopali: sami wpadli do niego”. Boża obecność zupełnie zmienia postać rzeczy. Dopiero ona i tylko ona.

Nasze „budzenie jutrzenki” odbywać się może na wiele sposobów. Ten, który jest dla nas w danym momencie najwłaściwszy, odnaleźć możemy tylko próbując, wołając do Boga Najwyższego. Nie pomijajmy żadnej chwili, żadnego życiowego zakrętu – choćbyśmy mogli tylko szeptać w głębi duszy: „chronię się pod cień Twoich skrzydeł, aż przejdzie klęska”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama