Słownik biblijny

Hasła na literę „O”

OCZYSZCZENIA


Z jednej strony unaoczniały świętość Boga, który jest niedostępny dla człowieka, z drugiej strony otwierały człowiekowi drogę, która prowadzi do spotkania z Nim. Szczegółowe opisy oczyszczeń rytualnych odpowiadały ogłoszonej w pierwszym rozdziale Biblii prawdzie o powszechnej wartości stworzenia („wszystko, co uczynił, było bardzo dobre”) i o szczególnej wartości człowieka: („stworzył człowieka na swój obraz”). Dla relacji człowieka do Boga miało znaczenie konkretne postępowanie człowieka, nawet pozornie mało istotne czyny, posługiwanie się przedmiotami, wydarzenia z życia codziennego. Wszystko to mogło decydować o podobieństwie człowieka do Boga albo o braku takiego podobieństwa. Człowiek został wezwany do uczestnictwa w najbardziej Boskim atrybucie: „Bądźcie świętymi, bo ja jestem święty, Pan, Bóg wasz” (Kpł 11,44; 19,2). Księga Kapłańska w tzw. Prawie Czystości (rozdziały 11-16) ukazuje, że źródłem oczyszczenia jest Bóg i jego postanowienia. Osoby i przedmioty poddane zewnętrznym obrzędom nie otrzymywały zaraz oczyszczenia. Rytuał najpierw ujawniał prawdę o ich relacji do Boga, wskazując na konieczność dostąpienia oczyszczenia w czasie i okolicznościach ustalonych przez Boga.

Podobnie chrzest w Jordanie nie był terapią: nie dawał automatycznie oczyszczenia i nie ustanawiał samorzutnie właściwej relacji do Boga. Był raczej diagnozą: odsłaniał prawdę o relacji ochrzczonych do Boga. Mieszkańcy krainy judzkiej i Jerozolimy w chrzcie udzielanym przez Jana wyznawali grzechy i słyszeli o zbliżającym się chrzcie Duchem Świętym. Innymi słowy, wyznający grzechy dowiadywali się o bliskim ich odpuszczeniu (Mk 1,4-8). Również chrzest Jezusa w Jordanie objawił prawdę o Nim oraz Jego związku z Bogiem. Treść tej prawdy była jednak całkiem odmienna: po wyjściu z wody Jezus nie wyznał grzechów, nie potrzebował żadnego oczyszczenia, ponieważ Jego relacja do Boga była od początku doskonała; potwierdzały to słowa Ojca z nieba: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,11).
(za: Gość Niedzielny Nr 49/2002)