Refleksja na dziś

Niedziela 14 listopada 2010

Czytania » Uciekający czas

„Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi.” 2Tes 3,11

 

Moje życie zawiera się w konkretnym czasie. W czasie, w którym mam się nawracać, przemieniać, zbliżać ku Bogu, by na końcu zjednoczyć się z Nim. Czas liczy się tu i teraz, w konkretnej sytuacji życiowej, społecznej, bytowej. Pośród ludzi, których Bóg postawił na mojej drodze, z którymi dane mi jest współpracować, przyjaźnić się, pomagać, mieszkać, po prostu  być.

Gonimy czas, szukamy go, marnujemy, zaprzepaszczamy. Innym razem brakuje nam go, żałujemy go komuś, nie znajdujemy go, nie mamy czasu. A przecież funkcjonujemy w czasie. Wystarcza nam go, by zrobić zakupy, nie zawsze tylko te konieczne, zwłaszcza gdy ogłasza się wielką wyprzedaż, promocję. Mamy czas, by zabiegać o swój wygląd, zdrowie, sprawność fizyczną. Nie żałujemy go na zbędne, czasem szkodliwe rozmowy. Poświęcamy go na oglądanie wątpliwej jakości programów telewizyjnych, czy też przeglądanie nie zawsze wartościowych stron internetowych.

A czas mija i mamy go coraz mniej. Choć często żyjemy tak, jakbyśmy przed sobą mieli go jeszcze sporo. Przecież tyle prognoz nadejścia końca świata się nie spełniło, więc pewno nie nastąpi on tak szybko. Zapominamy jednak, że to śmierć zakończy nasze zmagania z czasem, a ona może przyjść w każdej chwili. Oby nie okazało się wówczas, że jest już za późno, by na wieczność zjednoczyć się z Bogiem.

„On będzie sądził świat sprawiedliwie i ludy według słuszności” Ps 98,9

Przeczytaj komentarze | 10 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

0 Inka 14.11.2010 16:29
Anonimie, wielu z nas, a może każdy z nas, kiedyś wyrzucał Bogu niesprawiedliwość. Wiara jest drogą, na której spotykają nas różne przygody, czasem bardzo trudne. Jednak idąc tą drogą zmieniamy się, poznajemy coraz bardziej Boga i siebie. Od sprzeciwu przechodzimy do zrozumienia Jego logiki, doświadczamy Jego miłości i w pewnym momencie zauważamy, że tą miłością ona nas od dawna (od zawsze) obdarowywał. Co złego widzisz w przyjęciu Jego miłości? Czy poczuć się kochanym przez swojego Stwórcę, to kara?
Czasem wydaje się nam, że przyjęcie Bożej miłości, to zobowiązanie, że On nas ukarze jeśli się z niego nie wywiążemy, więc w tę miłość nie chemy uwierzyć. A przecież On nam zawsze wybaczy, cokolwiek złego byśmy nie zrobili, On nas przyjmie tak, jak ojciec z otwrtymi ramionami powitał syna marnotrawnego. Mamy wolność i w tej wolności możemy odejść. Lecz dzięki tej wolności możemy również powrócić. To zależy od nas. Ode mnie. Od ciebie.
1 helena 14.11.2010 14:29
Dla Boga zawsze mam czs...
0 nika 14.11.2010 13:00
To, o czym piszesz, to jest po prostu wybór między życiem a śmiercią. Nie ma stanu pośredniego. Więc jeśli nie wybierzesz życia...
A Pan Bóg w Swoim miłosierdziu po prostu nam to uświadamia. "Oto kładę przed wami szczęście i nieszczęście, błogosławieństwo i przekleństwo, życie i śmierć. Wybierajcie więc życie, abyście żyli." To jest Twój wybór, nie żaden przymus. A że będzie miał swoje konsekwencje...
1 Janusz 14.11.2010 12:53
Drogi Anonimie, zwróć jednakże uwagę, że Bóg uczynił Ciebie istotą rozumną i wolną.

To Ty decydujesz o swoim życiu. Albo wybierasz niełatwą drogę za Chrystusem, albo bezkrytycznie konsumujesz dobra świata materialnego. Tak się jednak składa, że obie drogi prowadzą do różnych celów. Wbrew pozorom życie jest krótkie. Wybieraj!

wszystkie komentarze >

Zobacz

Autopromocja

Reklama