Słownik biblijny

Hasła na literę „M”

MAŁŻEŃSTWO

W Biblii traktowane jest zawsze jako związek mężczyzny i kobietą. Od początku dziejów Izraela stanowiło podstawę życia społecznego i religijnego. Kryzys tej instytucji w cywilizacjach starożytnych był znakiem ich bliskiego upadku.

Znaczenie małżeństwa uwydatniają dwa opisy stworzenia z Księgi Rodzaju. W pierwszym, pochodzącym z kręgów kapłańskich Judy, małżeństwo ukazane jest jako wypełnienie aktu stwórczego Boga. Człowiek stworzony na obraz Boży ma panować nad ziemią i rozmnażać się. Płodność ludzi jest celem życia seksualnego.

W drugim i trzecim rozdziale tej samej księgi znajduje się starsze opowiadanie o stworzeniu i upadku pierwszych ludzi. Chociaż opis ten odpowiada poglądom dawnej epoki, przekazuje on jednak prawdy niezmienne. Mężczyzna i kobieta są wzajemnie dla siebie niezbędną pomocą. Ich jedność wyraża się poprzez ciało, dlatego życie seksualne nie jest nieczyste, lecz jest wypełnieniem woli Boga oraz odpowiada naturze człowieka: „mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2,24). W planie Stwórcy życie małżeńskie nie miało być ani przedmiotem wstydu, ani powodem utrapień. Dopiero grzech pierworodny uderza w instytucję małżeństwa.
(za: Gość Niedzielny Nr 40/2003)

Obrzęd zawarcia był połączony ze specjalnymi ceremoniami. W dzień poprzedzający zaślubiny narzeczony wraz z przyjaciółmi udawał się w orszaku do domu ojca panny młodej, którą następnie wyprowadzano do domu przyszłego męża. W pierwszy dzień wesela pan młody przebywał z mężczyznami, a panna młoda z kobietami w osobnych salach. Wieczorem narzeczona zajmowała miejsce pod baldachimem zwanym chuppą. Wtedy następował moment uroczystych zaślubin. Wesele mogło trwać siedem dni. W wypadku zamążpójścia wdów zabawy trwały tylko dwa lub trzy dni. Sam obrzęd prawdopodobnie miał prostą formę słowną. W dokumencie pochodzącym z I wieku przed Chr. znajduje się taka formuła: „Ona będzie moją małżonką, a ja będę jej mężem, począwszy od dzisiaj aż na wieki”.
(za: Gość Niedzielny Nr 40/2003)

Autopromocja