Pod kloszem Pana Boga

Garść uwag do czytań na XVII niedzielę zwykłą roku B z cyklu „Biblijne konteksty”.

Wszystko jasne. Powinniśmy być  jedno z powodu jednego Boga i Ojca, Jednego Pana Jezusa Chrystusa, jednego Ducha, przynależności do jednego Ciała (Kościoła), jednej wiary i jednego chrztu. Dlatego powinniśmy zachowywać jedność Ducha dzięki więzi pokoju, z pokorą, cichością i cierpliwością znosząc inność naszych bliźnich. Tak, znosząc. Paweł jest świadom, że Kościół to wiele  bardzo różnych ludzi o bardzo różnych temperamentach. I że nie da się wszystkich przyciąć do jednego szablonu. Dlatego potrzebne jest to cierpliwe i wyrozumiałe znoszenie się nawzajem...

Chyba bardzo ważne wskazanie na dziś. Doświadczamy podobnych sytuacji. Jedni odnaleźli swoje miejsce w Kościele w neokatechumenacie, inni mają co do tej drogi zastrzeżenia; jedni odnaleźli się w ruchu charyzmatycznym inni od niego stronią. Jeszcze inni przywiązani są do tradycji przedsoborowych (choć raczej trzeba powiedzieć, że wtórnie się do nich na nowo przywiązali), a inni wolą tzw. postępowość. Wszystko to ma jednak znaczenie drugorzędne wobec tego, co nas łączy: Ojca, Syna, Ducha, jednego Kościoła, jednej wiary i jednego chrztu...

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedno. Paweł unika, tak jak to robi dziś niestety wielu nauczycieli Kościoła,  pokazywania życia chrześcijan jako jakiegoś obowiązku. Na zasadzie chcecie być z Chrystusem, to teraz musicie się wyrzec tego czy tamtego. Paweł pisze o życiu godnym chrześcijańskiego powołania. To niezupełnie to samo. Zachęcając ich do dobra nie nakłada im ciężaru, ale wskazuje, że sami obdarowani przez Boga, powinni zachowywać się w sposób godny tego obdarowania. Dar, podobnie jak szlachectwo, zobowiązują. Skoro zostałem tak obdarowany przez Boga nie mogę żyć jak byle jaka łachudra. Nawet jeśli wymagać to będzie ode mnie jakiegoś wysiłku.

A związek z pozostałymi czytaniami? Można wskazać na troskę o bliźnich, która w pierwszy czytaniu i Ewangelii przejawia się w karmieniu głodnych. Ale to dość daleki związek. Już szybciej wszystkie te czytania łączy przypomnienie jak potężny jest ten, któremu chrześcijanie zaufali...

3. Kontekst Ewangelii J 6,1-15

Przystępując do pisania o Ewangelii tej niedzieli odczuwam pewien... hmm... dyskomfort.  Czytania roku B zasadniczo brane są z Ewangelii Marka. Tej niedzieli opowieść o rozmnożeniu chleba wzięto jednak z Ewangelii Jana. Choć znajduje się ono też w Ewangelii Marka i to zaraz po wydarzeniach opisanych  w Ewangelii zeszłej niedzieli. Dlaczego?

Oba opowiadania są bardzo podobne. U Jana pojawia się jedynie więcej szczegółów. Mowa jest np. o zbliżających się świętach Paschy i o tym, że Jezus poleceniem nakarmienia rzeszy wystawia Filip na próbę. Chyba jednak nie to zdecydowało o wyborze wersji Jana. Raczej to, że w kolejne niedziele będą czytane teraz fragmenty znajdującej się  Ewangelii Jana tzw mowy eucharystycznej Jezusa, ukazującej sens karmienia się Eucharystia. Tyle że....

I Marek i Jan po cudzie rozmnożenia chleba przedstawiają inny, zaskakujący cud Jezusa: Jego chodzenie po wodzie. Opuszczenie tego wydarzenia w cyklu czytań niedzielnych i skoncentrowanie się na mowie eucharystycznej Jezusa zmienia nieco wymowę tego, co powiedzieli Ewangeliści. Obaj pokazują przede wszystkim władzę Jezusa nad prawami natury,  wyrażającą się  i w cudownym mnożeniu chleba wedle potrzeby głodnych i w chodzeniu  po wodzie. To właśnie ta prawda jest podstawowym przekazem sceny rozmnożenia chleba. Znajdujące się w niej analogie do Eucharystii to oczywiście sprawa ważna, ale jednak w tej scenie nie podstawowa.

U Marka – przypomnijmy – scena ta umieszczona jest w tej części Ewangelii, która ma odpowiedzieć na pytanie kim jest Jezus. Odpowiedź jest jasna: jest Panem natury. U Jana jest podobnie. Scena rozmnożenia chleba  znajduję się w tej części jego dzieła, w którym Jezus objawia się światu (potem, w drugiej części. będzie objawiał się uczniom). Tym bardziej więc zasadne jest czytanie Ewangelii tej niedzieli w kontekście odpowiedzi na pytania o tożsamość Jezusa...

Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił na tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha.

Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: „Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?” A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: „Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać”. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: „Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?”

Jezus zatem rzekł: „Każcie ludziom usiąść”. A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy.Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: „Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło”. Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów.

A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: „Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat”. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama