Szukaj sensu z Koheletem

Andrzej Macura

dodane 14.01.2011 17:41

Dziwna to księga. Przynajmniej jak na Biblię. Tyle w niej melancholii, tyle wątpliwości. Tyle – zdawałoby się – beznadziei. A jednak znalazła się w Biblii – zbiorze ksiąg natchnionych przez Boga. Czy to nie dobry znak?

Szukaj sensu z Koheletem Henryk Przondziono Agencja GN Jeśli odrzucisz złudne nadzieje, możesz sięgnąć do tej prawdziwej. Wtedy, choćby było najsmutniej, na dnie serca zaczyna się tlić płomyk nadziei. I rozświetla mroki codzienności.

Wątpiący Kohelet napisał tę księgę pod Bożym natchnieniem. Ludzkie smutki, zwątpienia, beznadzieje nie są Bogu wstrętne. On je rozumie. Czyż samo to nie jest jakąś pociechą dla strapionych?

Marność nad marnościami, powiada Kohelet,
marność nad marnościami - wszystko marność.

To dziwne. Szukać sensu życia z kimś tak zdołowanym? Czy raczej lektura tej księgi nie wpędza człowieka w poczucie jeszcze większej beznadziei? Całkiem możliwe. Ale po co się łudzić? Skoro życie nie jest warte funta kłaków, po co udawać, że jest inaczej? Czy nie lepiej, zamiast upijać się złudną nadzieją, przyjąć cios bolesnej prawdy z godnością?

Kohelet nie przekroczył pewnego progu. Razem z większością autorów Starego Testamentu nie wierzył w zmartwychwstanie. Ta myśl pojawia się dopiero w całkiem ostatnich księgach Starego Przymierza (znanych nam dziś tylko z wersji greckich), a z całą wyrazistością ukazuje ją dopiero wydarzenie Jezusa Chrystusa. Ale właśnie dlatego Księga Koheleta jest tak wyjątkowa. Odzierając ze złudzeń pokazuje, jak bezsensowne byłoby życie, gdyby nie nadzieja zmartwychwstania.

Boisz się? Jeśli wierzysz w Jezusa Chrystusa, nie masz już czego. Twoją teraźniejszość opromienia blask nieśmiertelności. Możesz spokojnie razem z Koheletem wejść z beznadzieję. Przynajmniej po lekturze tej księgi nie będziesz, jak wielu innych, żywił złudnego przekonania, że życie doczesne bez nadziei na wieczność jest czymś więcej niż chocholim tańcem.

Okropne? Chyba nie. Człowiek przeczuwa, jaka jest prawda. Czasem próbuje ją w sobie zagłuszyć, ale gdzieś tam głęboko, w zakamarkach serca wie, jak jest. Przecież wie, że wszyscy umieramy. Stąd niepokój. Strach, który sprawy doczesne, praca, wojaże, zabawy mogą jedynie zagłuszyć. Jeśli odrzucisz złudne nadzieje, możesz sięgnąć do tej prawdziwej. Wtedy, choćby było najsmutniej, na dnie serca zaczyna się tlić płomyk nadziei. I rozświetla mroki codzienności.